Zaznacz stronę

W nieokreślonych miejscach w niewiadomym czasie, na Ziemi pojawiają się wyłomy w czasoprzestrzeni, które wchłaniają żywe istoty i przedmioty znajdujące się w pobliżu. Nikomu nie udało się rozwikłać zagadki tajemniczych portali bo nikt nie wrócił z miejsca, do którego one przenoszą.

Przeklęta Dolina – tak nazywają ją Ci, którzy wpadli w jej sidła. Jest to miejsce niezwykłe, wyjątkowe pod każdym względem. Zwykły śmiertelnik, spętany wpojonymi zasadami logiki nie wyobraziłby sobie takiej krainy. Prawa fizyki tu nie obowiązują, czas biegnie nieliniowo a istoty, które można napotkać, pojawiają się tylko w legendach.

info@cursed-valley.com

https://www.facebook.com/CursedValley/

Theadv

6:00 rano, nieznośny dźwięk budzika przerywa błogi letarg. Leniwie otwieram oczy i słyszę jak krople deszczu rytmicznie uderzają w parapet wygrywając marsz żałobny. W powietrzu wyczuwam znajomy zapach – tak, to poniedziałek. Najwyższy czas się ogarnąć i ruszać do biura. Niezdarnie wygrzebuję się spod kołdry i potykając się o własne nogi kieruję się w stronę łazienki. Poranna rutyna – wszystkie czynności wykonuję z przymkniętymi oczami, jak robot. Szybki prysznic zmywa ze mnie resztki ambicji. Dziś wyjątkowo nic mi się nie chce… ale trzeba, ktoś tak już to wymyślił i już… Szara codzienność dociska mnie jeszcze mocniej do ziemi.

W lekko wymiętym garniturze i koszuli wyprasowanej z zamkniętymi oczami wsiadam do windy. Kurtuazyjne „dzień dobry” i szybka rozmowa o pogodzie z sąsiadem nie poprawia mojego samopoczucia. Chociaż mówią, że gorzej być nie może – jednak jest. Na parkingu jakiś mistrz kierownicy zaparkował obok mnie tak, że muszę wsiadać od strony pasażera. Zaciskam zęby mocniej i nieporadnie wciskam się do środka. Teraz tylko podróż do biura. Spokojnie, będzie dobrze – mówię do siebie pod nosem i mocno chwytam kierownice jakby miało to dać upust mojej frustracji. Trochę pomaga.

Jadę chyba 50 na godzinę. Drobny deszcz sprawił, że wszyscy uczestnicy ruchu drogowego nagle stracili umiejętność prowadzenia pojazdów, w sumie to nic nowego, mogłem to przewidzieć. Wrzucam płytę z muzyką klasyczna i w ślimaczym tempie dojeżdżam do fabryki. Znalezienie miejsca pod biurowcem jak zwykle graniczy z cudem. Po trzecim okrążeniu wreszcie coś się zwolniło.
Wysiadając wdeptuję w błoto. Moje wypastowane czarne buty robią się brązowe od tej brei. Dziś chyba świat wydał jakiś dekret żeby wszystko było przeciwko mnie. Idę coraz cięższym krokiem – jak skazaniec na wyrok. Mój to 8 godzin w boksie 1,5m na 1,5m. Bezradność sięga granic, a na zegarku dopiero 9:15. Jestem spóźniony.

Docieram do swojej celi. Na biurku jak zwykle lista zadań do zrobienie na dziś a obok przyklejona kartka z wymownym „RAPORTY NA 16”. Przez głowę przebiega mi tysiąc myśli. Większość z nich to najbardziej wymyśle pomysły na zakończenie żywota mojego przełożonego, a pozostałe to stek przekleństw, których nie pomieściła by nawet Encyklopedia Britannica. Mechanicznie, niczym robot na taśmie produkcyjnej, wykonuję swoje zadania. Enter, Enter, Enter. Tu nie ma miejsca na coś od siebie. Odnoszę wrażenie, że mózg zostawiłem w łóżku. Wyłączam myślenie. Teraz jestem robotem – Enter, Enter, Enter.

Dochodzi 14:00, czas na lunch. Pani w bufecie z obojętnym wyrazem twarzy wrzuca mi na talerz nieokreśloną papkę. Zastanawiam się co zamówiłem, bo nawet nie pamiętam rozmowy ekspedientką. Tracę apetyt. Wracając do swojego boksa mijam tych młodszych stażem, jeszcze niedoświadczonych, marzących o zmienianiu świata i wielkiej karierze, nieświadomych że będą
jedynie malutkimi trybikami w gigantycznej machinie. Nie wiedząc czemu, przechodząc obok nich, wrzucam na twarz uśmiech numer 3. Chyba żeby nie dać po sobie poznać wypalenia zawodowego. Chyba potrzebuję odpoczynku.

Zdecydowanie potrzebuję urlopu, odciąć się, wyjechać gdzieś do głuszy, oddać się kontemplacji, naładować baterie i pozbyć się tego marazmu wtedy wszystko wróci do normy. Może w Bieszczady? – nie w sumie za blisko cywilizacji. Może jakaś tropikalna dżungla, gdzie mieszkają ludzie, którym technologia jest obca – tak, to może być niezły pomysł. Kończę raporty i na prędce wypisuję wniosek o urlop. Nie powinno być problemów w końcu trzy lata tyram bez przerwy – nawet w weekendy jeśli trzeba. Idę do szefa, z piersią napełnioną powietrzem tropików i przygodą w nieznanym kraju, pewny dziś siebie jak nigdy. Oddaję owoce mojej dzisiejszej pracy jeszcze przed 16:00 – będzie dobrze, powtarzam sobie w myślach. Z uśmiechem na twarzy kładę raporty na biurku i podsuwam wniosek. Mózg pracuje teraz na 200% argumenty mam mocniejsze niż puenty najlepszych komików – nawijam jak nakręcony. Skończyłem. W głowie głośno krzyczę sobie „Mam to, jedziemy!”. Patrzymy się na siebie w głuchej ciszy, a w powietrzu da się wyczuć lekkie napięcie. Mój entuzjazm zaczyna opadać w momencie kiedy szef zaczyna wymownie kręcić głową i mówić, że może za dwa miesiące, że teraz koniec roku i trzeba robić zamknięcia, że nie ma komu, że stażystów trzeba przeszkolić, że kto to zrobi jak nie ja i inne bzdury. Wróciłem ze spuszczoną głową na swoje miejsce. Ok, napiszę jeszcze jeden
dokument – wypowiedzenie. Wróciłem, położyłem na biurku i nie wdając się w jakąkolwiek dyskusję, nie czekając na podpis, odwróciłem się na pięcie i wyszedłem trzaskając drzwiami. KATHARSIS.

CIĄG DALSZY NASTĄPI

#CVGAMEDEV_02

     Cursed Valley to niezwykła magiczna kraina owiana aurą tajemniczości. W nieokreślonych miejscach w niewiadomym czasie, na Ziemi pojawiają się wyłomy w czasoprzestrzeni, które wchłaniają żywe istoty i przedmioty znajdujące się w pobliżu. Nikomu nie udało się rozwikłać zagadki tajemniczych portali bo nikt nie wrócił z miejsca, do którego one przenoszą. Przeklęta Dolina – tak nazywają ją Ci, którzy wpadli w jej sidła. Jest to miejsce wyjątkowe pod każdym względem. Zwykły śmiertelnik, spętany wpojonymi zasadami logiki nie wyobraziłby sobie takiej krainy. Prawa fizyki tu nie obowiązują, czas biegnie nieliniowo a istoty, które można napotkać, pojawiają się tylko w legendach.     Cursed Valley to gra inspirowana klasycznymi planszówkami które znamy z dzieciństwa. Do jej tworzenia przyczyniły się niezapomniane emocje towarzyszące podczas niezliczonych seansów w Chinczyka, Eurobiznes, Ryzyko a przede wszystkim w Talizman magie i miecz. Nie są to jednak jedyne inspiracje. Ogromny wpływ na chęć stworzenia takiej gry miała kultowa i nieśmiertelna seria: Heroes of Might and Magic.

Nasza gra przeznaczona jest dla dwóch graczy a rozgrywka odbywa się w trybie turowym. Wcielamy się w jedną z postaci, która wpadła w sidła tej nieszczęsnej krainy i mamy główny cel: nie dać się pokonać drugiemu graczowi! Pomogą nam w tym magiczne karty, potężne artefakty i szczęście w rzucie kością 🙂 Po drodze napotkamy wiele niebezpieczeństw, którym trzeba będzie stawić czoła: przeciwników blokujących drogę i skarby, wiedźmę, która ukarze nas jeżeli źle odpowiemy na jej zagadkę no i oczywiście drugiego gracza, który nie zawaha się użyć na nas swojego najpotężniejszego czaru.

Rozgrywka nastawiona jest na rywalizację, przeszkadzanie drugiemu graczowi. Wiele razy zdarzy się, że sytuacja odwróci się o 180 stopni. W jedną turę kolega/koleżanka prześcignie nas, sprzątnie nam sprzed nosa potężny skarb lub ześle na nas straszną klątwę. Oczywiście my też możemy to zrobić naszemu przeciwnikowi 🙂

#CVGAMEDEV_01

Tworzenie gier to praca w dynamicznie zmieniających się warunkach. Nawet mając doskonale opracowane GDD, nie ma gwarancji, że będziemy sztywno trzymli się wcześniej założonych ram – jasne, szkielet pozostanie, ale wiele rzeczy może ulec zmianie. Dla takich ja my – młodych, nieopierzonych jeszcze twórców – zawsze znajdzie się ktoś bardziej doświadczony, kto podpowie nowe rozwiązanie, zasugeruje zmianę, czy też wytknie defekt, którego my nie potrafiliśmy dostrzec.

 

Jak to było u nas?

Pierwsza wersja przyszła gładko i zgodnie z założoną konwencją. Wszystko grało. Mapa – tak jak chcieliśmy – „planszówkowa”, rozłożona na stole w opuszczonym domku. To ten klimat, który chcieliśmy uzyskać. Modele 3D – są, rzut kością – jest. Nic tylko wejść w nowy świat i odkrywać nieznane. Bić mobki i zbierać skarby. Podbijać świat i ratować uciśnionych. Wszystko fajnie, jednak czegoś nam brakowało. A może by tak wyjść z tego opuszczonego domku?

Prosta hexowa plansza z pierwowzoru miała swój urok, jednak postanowiliśmy pójść krok dalej. Zmieniliśmy level design na teren Unity i pokryliśmy go siatką hexagonalną. Gra zdecydowanie nabrała życia. Prace szły pełną parą. Model za modelem, asset po assecie – wszystko szło z górki. Nasz zapał był ogromny – w końcu lada moment jedziemy na targi, po raz pierwszy jako wystawcy, a nie uczestnicy, aby pokazać światu nasze „dziecko”. Stoisko malutkie, ale i tak cieszy. Stres jest ale ekscytacja i tak go przebija. I to podwójna, bo oprócz pierwszej prezentacji Cursed Valley, po raz pierwszy zespół spotka się w świecie rzeczywistym. Pierwsze koty za płoty. Udało się! Mimo obaw zostaliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni odbiorem naszej gry. Jasne, nie było to oblężenie jak do stanowiska gdzie można za darmo zagrać w FIFE albo CS:GO, ale dla nas to i tak było wiele. Ludziom się spodobało. Zadawali pytania. Chcieli nawet kupić. Cenny feedback dał nam zastrzyk energii.

Złapaliśmy wiatr w żagle i zaczęliśmy wprowadzać nowe elementy żeby uatrakcyjnić rozgrywkę. Na kolejnych targach musimy pokazać jeszcze więcej. Nawet nie zauważyliśmy jak zleciały następne trzy miesiące. Wytężona praca, burze mózgów, nowe osoby i nowe pomysły w zespole. To był dosłownie moment, a my już rozstawialiśmy się na GGW. Te targi przyniosły przełom, niczym plot twist rodem z dobrej książki. Oprócz zebrania kolejnych wiader opini graczy, mieliśmy okazję spotkać się z kilkoma wydawcami. Ich uwagi, porady, krytyka i pochwały okazały się na tyle trafne, że postanowiliśmy odejść od 3D. Tak, świat i przygody w Cursed Valley będą dwuwymiarowe!

Podjęcie tej decyzji nie było łatwe. W końcu poświęciliśmy mnóstwo czasu i energii na przygotowanie drugiego prototypu. Jednak fakty i argumenty okazały się nie do podważenia.

 

Dlaczego 2D?

Chyba przede wszystkim ze względu na ponadczasowość grafiki. Czasy 3D cały czas się zmieniają. Starsze gry odchodzą do lamusa bo „nie spełniają” obecnych wymagań odbiorcy. Właściwie, jak na „indyka”, to trochę nie nasza kategoria półkowa na pierwszą produkcję. Łatwiej i taniej – a dla młodych stażem to ważne. Ważniejsze jest tylko wydanie pierwszego tytułu. O tym jak nam wyszło będziecie mogli przekonać się już niebawem. Pre-alpha Cursed Valley 2D powinna ujrzeć światło dzienne już w grudniu. STAY TUNED!

Pin It on Pinterest

Share This